Przechodzę tymczasowy kryzys życiowy i załamanie wiary. Było lepiej. Było normalnie. Lecz znowu obowiązki spadły niczym niezapowiedziany deszcz z nieba i zalały ziemię niszcząc wszystko. tia... bardzo optymistyczna metafora nie ma co.
Wsłuchana w japońskie utwory wspominam miniony dzień. Było w nim tyle różnych, często sprzecznych uczuć. Szczeście, złość, zachwyt, płacz. W końcu w październiku była ładna pogoda. Drzewa w lesie zmieniły swe barwy. Wydawać by się mogło, iż niektóre z nich płoną na naszych oczach. Szum liści uspokaja i przyponina o zbliżającym się 1 listopada. Niestety wielkimi krokami zbliża się poniedziałek... Koniec odpoczynku, czas zacząć codzienną bieganine...
Oto płonący las w mym aparacie:
Wsłuchana w japońskie utwory wspominam miniony dzień. Było w nim tyle różnych, często sprzecznych uczuć. Szczeście, złość, zachwyt, płacz. W końcu w październiku była ładna pogoda. Drzewa w lesie zmieniły swe barwy. Wydawać by się mogło, iż niektóre z nich płoną na naszych oczach. Szum liści uspokaja i przyponina o zbliżającym się 1 listopada. Niestety wielkimi krokami zbliża się poniedziałek... Koniec odpoczynku, czas zacząć codzienną bieganine...
Oto płonący las w mym aparacie:
Tagi:
nie taguję
24.10.2010 o godz. 22:47
komentuj (0)
Mam dość. Czuję się niepotrzebna. Sądzę, że potrzeba mi trochę prywatnej samotności, gdy nadchodzi wieczór. Ileż można wytrzymywać w takim stanie? Czekam na jakieś wielkie "bum" życiu aby mogło się zmienić, aby choć resztki weny do mnie wróciły. Chciałabym napisać koleje opowiadanie, lecz powstrzymuje mnie ten fakt, ta wiedza i to przeczucie, że nawet jeśli sklecę kilka nawet sensownych zdań, to nie będę w stanie zostawić w tym mojej cząstki siebie, więc po co robić coś z czego i tak nie będę zadowolona?
Jest zbyt wiele problemów, zbyt wiele ważnych spraw, zbyt dużo tego wszystkiego, aby dostrzec ulotne piękno chwili i ze spokojem odpłynąć w świat marzeń. Dlaczego nie mogę mieć kogoś na kim mogłabym się oprzeć?
Czy rodzina nie powinna być oparciem?
Wolę nie dorzucać swoich problemów to tej i tak wielkiej listy. Lepiej dać sobie radę samemu.
Jest mi smuto. Czuję się wypompowana, lecz zarazem nie chcę od nikogo pogłaskania po głowie i powiedzenia, że wszystko się ułoży - coś takiego i tak sama sobie serwuję...
Cholerna nadzieja, która zawsze umiera ostatnia albo nie umiera w ogóle.
Nie mam już siły nosić swojej maski, nie bawi mnie myśl że jutro nadejdzie kolejny dzień. Mam dość.
Jest zbyt wiele problemów, zbyt wiele ważnych spraw, zbyt dużo tego wszystkiego, aby dostrzec ulotne piękno chwili i ze spokojem odpłynąć w świat marzeń. Dlaczego nie mogę mieć kogoś na kim mogłabym się oprzeć?
Czy rodzina nie powinna być oparciem?
Wolę nie dorzucać swoich problemów to tej i tak wielkiej listy. Lepiej dać sobie radę samemu.
Jest mi smuto. Czuję się wypompowana, lecz zarazem nie chcę od nikogo pogłaskania po głowie i powiedzenia, że wszystko się ułoży - coś takiego i tak sama sobie serwuję...
Cholerna nadzieja, która zawsze umiera ostatnia albo nie umiera w ogóle.
Nie mam już siły nosić swojej maski, nie bawi mnie myśl że jutro nadejdzie kolejny dzień. Mam dość.
Jestem kompletnie wykończona. Może to przez pogodę, może to sam fakt istnienia 1 września, a może to perspektywa wstawania na 7:10 do szkoły od poniedziałku do czwartku? Nie wiem. Najchętniej zostawiłabym to wszystko, rzuciła w cztery diabły, lecz jest jeden problem... czy jest coś w czym mogę się podać już teraz? Przecież dopiero dziś był początek roku szkolnego, prawdziwa nauka jeszcze się nie zaczęła. no właśnie - jeszcze. Lecz, czy mam jakieś priorytety na ten rok? Nie bardzo. Może "przejście do kolejnej klasy"? Nie, moje chore ambicje sięgają wyżej. Tylko co jest tym "wyżej"? Nie wiem.
Czuję się źle. Powinnam się czym zająć, lecz nie potrafię wykrzesać z siebie ani odrobiny siły, czy optymizmu. Jest mi z tym cholernie niewygodnie, lecz bardziej frustruje mnie fakt, że nie wiem, jak temu zaradzić. Po za tym Włóczykij dziś płakała. Nie wiem dlaczego. Może przez dyrektora, a może przez ten list, może coś stało się w jej rodzinie? Nie wiem. Zapewne nie powie teraz nic żeby nas nie martwić, szkoda tylko że przez to bardziej się martwię, zapewne tak samo Em. Nienawidzę czuć się bezsilna, lecz muszę uszanować jej wybór. Przecież nie wyciągnę z niej tego siłą - to by mijało się z celem.
Pomimo przykrych dzisiejszych przeżyć cieszę się, że je dziś zobaczyłam. Spotkałam też innych znajomych. Mimo wszystko początek roku szkolnego nie jest taki zły - to trzeba stwierdzić. Idąc do pierwszej klasy podstawówki podejmujemy obowiązkową walkę, która trwa dalej, dopóki nie skończy się szkoły. Szkoła powinna przygotować na życia w "dorosłym świecie", lecz czy spełnia te warunki, każdy ma inne zadanie. Po za tym, czy życie nie jest walką? Czy nie dorastamy walcząc o swoje oceny, przywileje, prawa, znajomości? Czy nie musimy piąć się w górę, niczym jakaś mała roślinka, jeśli chcemy być kimś, kogo nie będą wstydziły się nasze dzieci lub abyśmy żyli tak,
aby na łoży śmierci moglibyśmy powiedzieć: "Byłem tym, kim chciałem być. Nie żałuję niczego."? Czy nasze życie nie powinno tak wyglądać?
Czuję się źle. Powinnam się czym zająć, lecz nie potrafię wykrzesać z siebie ani odrobiny siły, czy optymizmu. Jest mi z tym cholernie niewygodnie, lecz bardziej frustruje mnie fakt, że nie wiem, jak temu zaradzić. Po za tym Włóczykij dziś płakała. Nie wiem dlaczego. Może przez dyrektora, a może przez ten list, może coś stało się w jej rodzinie? Nie wiem. Zapewne nie powie teraz nic żeby nas nie martwić, szkoda tylko że przez to bardziej się martwię, zapewne tak samo Em. Nienawidzę czuć się bezsilna, lecz muszę uszanować jej wybór. Przecież nie wyciągnę z niej tego siłą - to by mijało się z celem.
Pomimo przykrych dzisiejszych przeżyć cieszę się, że je dziś zobaczyłam. Spotkałam też innych znajomych. Mimo wszystko początek roku szkolnego nie jest taki zły - to trzeba stwierdzić. Idąc do pierwszej klasy podstawówki podejmujemy obowiązkową walkę, która trwa dalej, dopóki nie skończy się szkoły. Szkoła powinna przygotować na życia w "dorosłym świecie", lecz czy spełnia te warunki, każdy ma inne zadanie. Po za tym, czy życie nie jest walką? Czy nie dorastamy walcząc o swoje oceny, przywileje, prawa, znajomości? Czy nie musimy piąć się w górę, niczym jakaś mała roślinka, jeśli chcemy być kimś, kogo nie będą wstydziły się nasze dzieci lub abyśmy żyli tak,
aby na łoży śmierci moglibyśmy powiedzieć: "Byłem tym, kim chciałem być. Nie żałuję niczego."? Czy nasze życie nie powinno tak wyglądać?
Mam was dość! was wszystkich, którzy karzecie robić mi rzeczy na które nie mam ochoty! mam dość wszystkich obowiązków, rzeczy, które powinnam zrobić/umieć/nauczyć się! Mam dość całej tej waszej zakłamanej obłudy, którą chcecie mnie codziennie karmić!
Nie chcę, nie rozumiem, nie czuję, nie ogarniam tego wyścigu szczurów! Nie rozumiem po co się starać, skoro i tak to nic nie zmieni?!
Denerwuje mnie wasza "wrodzona" zdolność do nazywania rzeczy "po imieniu". Szkoda tylko tylko, że te imiona wymyśliliście wy sami! Przecież widząc wielkiego, pomarańczowego kota w czarne pasy wiecie, że jest to niebezpieczne zwierze, które może rzucić się na swoją ofiarę w kilka sekund i to nikogo nie zdziwi, bo jest DZIKIE zwierzę! Natomiast, gdy ktoś powie "tygrys", znowu widzimy wielkiego kota, w rzeczywistości równie niebezpiecznego, jednak gdy ma on już swoją nazwę jest swego rodzaju oswojony, odhaczony na liście "rzeczy do nazwania"!
Nie pojmuję tego, dlaczego wszystko musi mieć swoją nazwę. Jest to dla mnie chora logika...
Dla mnie nie wszystko musi mieć nazwę, co prawda bardzo pomaga to w np. wyjaśnianiu czegoś, lecz nie wszystko możemy nazwać.
Napisałam co chciałam...
Nie chcę, nie rozumiem, nie czuję, nie ogarniam tego wyścigu szczurów! Nie rozumiem po co się starać, skoro i tak to nic nie zmieni?!
Denerwuje mnie wasza "wrodzona" zdolność do nazywania rzeczy "po imieniu". Szkoda tylko tylko, że te imiona wymyśliliście wy sami! Przecież widząc wielkiego, pomarańczowego kota w czarne pasy wiecie, że jest to niebezpieczne zwierze, które może rzucić się na swoją ofiarę w kilka sekund i to nikogo nie zdziwi, bo jest DZIKIE zwierzę! Natomiast, gdy ktoś powie "tygrys", znowu widzimy wielkiego kota, w rzeczywistości równie niebezpiecznego, jednak gdy ma on już swoją nazwę jest swego rodzaju oswojony, odhaczony na liście "rzeczy do nazwania"!
Nie pojmuję tego, dlaczego wszystko musi mieć swoją nazwę. Jest to dla mnie chora logika...
Dla mnie nie wszystko musi mieć nazwę, co prawda bardzo pomaga to w np. wyjaśnianiu czegoś, lecz nie wszystko możemy nazwać.
Napisałam co chciałam...
Naprawdę tego nienawidzę! mam tego po dziurki w nosie! jednak wiem również, że tego nie zmienię. Zawsze będę widzieć te cholerne dobre strony wszystkiego, co mnie spotka, co więcej! Zawsze, ale to zawsze będę mieć tą chorą, mało realną nadzieję. Aż do końca. Zawsze tak jest, że nawet gdy wszystko idzie źle, ja mam tak cholernie głęboką nadzieję, że wszystko się uda, że jednak wyniknie z tego coś dobrego...
Czasem mam tego dość, jednak sama tego chciałam. Kiedyś, wcześniej zawsze podziwiałam cię A.P., dlaczego? Bo wiedziałaś jakie tematy poruszać, tak aby wyszło na twoje... zawsze wychodziło. Byłaś podziwiana przez wszystkich, dobrze się uczyłaś, posiadałaś wiedzę o wiele większą niż ja. I mimo tego zawsze znajdowałaś czas, żeby pomóc "bezinteresownie"... Nie zauważyłaś jednak (a może czułaś się już tak pewnie?), że ja również mam rozum i umiem myśleć, zapomniałaś, że logiczne myślenie nie zawsze było dla mnie czarną magią. I wtedy przejrzałam cie na wylot. Na moje szczęście (albo i nieszczęście) kończyłyśmy już szkołę i już nie musiałam się z tobą widzieć. To jedna z dobrych wiadomości.
Mam nadzieję, że następnym razem gdy (niestety) się spotkamy podświadomie wyczujesz moją nie chęć do ciebie, a może już ją zauważyłaś, gdy spotkałyśmy się na juwenaliach? Oby tak. Aktualnie to ja stałam się całkiem podobną osobą do ciebie. Ironia losu? Może, niezbyt mnie to obchodzi, mam własne sprawy. Jest jednak pewna różnica, ja nie umiem tak dobrze grać, moja maska została już przejrzana. Tak na prawdę tylko przez jedną osobę, jednak nie sądzę ażeby domyślała się czegokolwiek.
Po raz kolejny odpędzam poczucie winy, po raz kolejny mam dość własnych słabości i po raz kolejny nie mogę znaleźć siły by je przezwyciężyć. Nie, nie pragnę od was pocieszenia, pogłaskania po głowie i pustych słów: "Wszystko będzie dobrze.", nie, nie chcę ich, bo mój napełniony nadzieją umysł sam podkłada sobie takie puste, nic nie warte słowa. I, o zgrozo! On w nie wierzy, co napawa mnie samoistnie nadzieją, choć wiem, że i tak nic nie będzie dobrze...
Happysad - Nie ma nieba
Czasem mam tego dość, jednak sama tego chciałam. Kiedyś, wcześniej zawsze podziwiałam cię A.P., dlaczego? Bo wiedziałaś jakie tematy poruszać, tak aby wyszło na twoje... zawsze wychodziło. Byłaś podziwiana przez wszystkich, dobrze się uczyłaś, posiadałaś wiedzę o wiele większą niż ja. I mimo tego zawsze znajdowałaś czas, żeby pomóc "bezinteresownie"... Nie zauważyłaś jednak (a może czułaś się już tak pewnie?), że ja również mam rozum i umiem myśleć, zapomniałaś, że logiczne myślenie nie zawsze było dla mnie czarną magią. I wtedy przejrzałam cie na wylot. Na moje szczęście (albo i nieszczęście) kończyłyśmy już szkołę i już nie musiałam się z tobą widzieć. To jedna z dobrych wiadomości.
Mam nadzieję, że następnym razem gdy (niestety) się spotkamy podświadomie wyczujesz moją nie chęć do ciebie, a może już ją zauważyłaś, gdy spotkałyśmy się na juwenaliach? Oby tak. Aktualnie to ja stałam się całkiem podobną osobą do ciebie. Ironia losu? Może, niezbyt mnie to obchodzi, mam własne sprawy. Jest jednak pewna różnica, ja nie umiem tak dobrze grać, moja maska została już przejrzana. Tak na prawdę tylko przez jedną osobę, jednak nie sądzę ażeby domyślała się czegokolwiek.
Po raz kolejny odpędzam poczucie winy, po raz kolejny mam dość własnych słabości i po raz kolejny nie mogę znaleźć siły by je przezwyciężyć. Nie, nie pragnę od was pocieszenia, pogłaskania po głowie i pustych słów: "Wszystko będzie dobrze.", nie, nie chcę ich, bo mój napełniony nadzieją umysł sam podkłada sobie takie puste, nic nie warte słowa. I, o zgrozo! On w nie wierzy, co napawa mnie samoistnie nadzieją, choć wiem, że i tak nic nie będzie dobrze...
A bóg, nie ma boga są tylko krzyże przy drogach.
Happysad - Nie ma nieba
Tak na prawdę, chciałam tu wypowiedzieć wszystkie moje tajemnice, wszystko co nie podoba mi się w moim życiu, mnie samej, ale również w świecie i w otaczających mnie ludziach.
Jednak, gdy wpiszę je wszystkie tutaj utracą wtedy one wymiar tajemnicy, wtedy będą tylko anonimowymi myślami jakieś małej dziewczynki, która nie ma odwagi podpisać się pod własnymi słowami. Jestem tchórzem, małym, nic nie znaczącym tchórzem, który otacza się ludźmi, którzy nazywają się przyjaciółmi. Jednak ci ludzie nic nie widzą o mojej przeszłości, mojej rodzinie, czy nawet o moich problemach. Jestem tchórzem, który na każdą okazję przybiera inną maskę, do domu, do szkoły, czy na jakąś imprezę. Owszem, nie mogą się one zbytnio do siebie różnić, bo wyszło by na jaw, że są to tylko maski. Małe nic nie znaczące maski, na które wszyscy się nabierają i w nie wierzą. BA! nawet chcą być tacy jak ja, podziwiają mnie nie wiedząc, że wszystko co chwalą jest sztucznym uśmiechem, który wyćwiczyłam przez lata mojej egzystencji. Jednak nie narzekam, wtedy mogę się dowiedzieć więcej o ludziach, którym nie ufam. Naprawdę chciałabym zaufać ludziom, nawet nie dużej ilości, wystarczy jedna lub dwie osoby. Jednak nie mogę wydarzenia z przeszłości nauczyły mnie, że nawet jeśli masz przyjaciela (lub przyjaciółkę) to nadal jest on człowiekiem, który potrafi wyśmiać cię z spraw, które są dla ciebie ważne, potrafi wypowiadać twoje myśli na forum ludzi lecz przy okazji gubi ich wszelkie znaczenie. Nie potrzeba mi takich przyjaciół, na prawdę wolę egzystować samotnie, niż taczać się przyjaciółmi, którzy wiedzą o mnie wszystko i w każdej chwili swego nędznego życia rozpowiadają jaka to ja nie jestem zła. Jednak na moje nieszczęście mam w sobie coś, co przyciąga wszystkich ludzi ku mnie. A może to ja sama, tak na prawdę, w głębi duszy, boję się być sama?
Jednak, gdy wpiszę je wszystkie tutaj utracą wtedy one wymiar tajemnicy, wtedy będą tylko anonimowymi myślami jakieś małej dziewczynki, która nie ma odwagi podpisać się pod własnymi słowami. Jestem tchórzem, małym, nic nie znaczącym tchórzem, który otacza się ludźmi, którzy nazywają się przyjaciółmi. Jednak ci ludzie nic nie widzą o mojej przeszłości, mojej rodzinie, czy nawet o moich problemach. Jestem tchórzem, który na każdą okazję przybiera inną maskę, do domu, do szkoły, czy na jakąś imprezę. Owszem, nie mogą się one zbytnio do siebie różnić, bo wyszło by na jaw, że są to tylko maski. Małe nic nie znaczące maski, na które wszyscy się nabierają i w nie wierzą. BA! nawet chcą być tacy jak ja, podziwiają mnie nie wiedząc, że wszystko co chwalą jest sztucznym uśmiechem, który wyćwiczyłam przez lata mojej egzystencji. Jednak nie narzekam, wtedy mogę się dowiedzieć więcej o ludziach, którym nie ufam. Naprawdę chciałabym zaufać ludziom, nawet nie dużej ilości, wystarczy jedna lub dwie osoby. Jednak nie mogę wydarzenia z przeszłości nauczyły mnie, że nawet jeśli masz przyjaciela (lub przyjaciółkę) to nadal jest on człowiekiem, który potrafi wyśmiać cię z spraw, które są dla ciebie ważne, potrafi wypowiadać twoje myśli na forum ludzi lecz przy okazji gubi ich wszelkie znaczenie. Nie potrzeba mi takich przyjaciół, na prawdę wolę egzystować samotnie, niż taczać się przyjaciółmi, którzy wiedzą o mnie wszystko i w każdej chwili swego nędznego życia rozpowiadają jaka to ja nie jestem zła. Jednak na moje nieszczęście mam w sobie coś, co przyciąga wszystkich ludzi ku mnie. A może to ja sama, tak na prawdę, w głębi duszy, boję się być sama?
Nie będzie to kolejny "sweetaśny" blog, jakieś pustej barbie, która widzi tylko czubek własnego nosa, nie będzie to blog, który jakoś nadzwyczajnie skłania do myślenia, nie będzie to blog gdzie wszystko ma swój sens.
Ten blog będzie zawierał treści takie, jakie będzie zawierał. A jakie to będą treści - tego nawet nie wiem ja.
Lecz na początku, jak nakazuje dobre wychowanie, należy się przedstawić, więc oto ja - Black Dream. Lubię mówić o tym, czego nie widzą inni ludzie, nie lubią lub po prostu nie chcą widzieć, lubię poruszać tematy, o których nie mówi nikt, lubię pisać o sprawach, o których się nie rozmawia, choć każdy o nich wie. Nie wiem czy wyróżniam się spośród tłumu pędzącego nie wiadomo gdzie, choć wiele z was może mnie zauważać, ja zauważę was. Będę stać i patrzeć, lecz nic nie powiem.
Oto ja - Black Dream.
Ten blog będzie zawierał treści takie, jakie będzie zawierał. A jakie to będą treści - tego nawet nie wiem ja.
Lecz na początku, jak nakazuje dobre wychowanie, należy się przedstawić, więc oto ja - Black Dream. Lubię mówić o tym, czego nie widzą inni ludzie, nie lubią lub po prostu nie chcą widzieć, lubię poruszać tematy, o których nie mówi nikt, lubię pisać o sprawach, o których się nie rozmawia, choć każdy o nich wie. Nie wiem czy wyróżniam się spośród tłumu pędzącego nie wiadomo gdzie, choć wiele z was może mnie zauważać, ja zauważę was. Będę stać i patrzeć, lecz nic nie powiem.
Oto ja - Black Dream.
Tagi:
zacznijmy marsz żałobny!


